2 stycznia 2019

Psia szafka

Psia szafka
Na samym początku chciałabym Was bardzo przeprosić za obsuwę czasową z postami, ale świąteczne przygotowania pochłonęły mnie całą i ledwo udawało mi się wyjść z psem na spacer, ale teraz wracam już regularnie z postami. Ogólnie grzebanie komuś po szafkach nie jest zbyt kulturalne i zazwyczaj się tego nie robi, ale dziś pozwalam Wam, w sumie to Gruba powinna wyrazić zgodę, ale jako jej prawny opiekun ja odpowiadam za nią i możecie obczaić naszą skromną kolekcję psich rzeczy. Mówiąc skromną porównuje ją do kolekcji innych psiarzy oczywiście :)
Zacznijmy od czegoś co bardziej nam sprawia radochę niż podopiecznym czyli obróżki! Przez przypadek zawieruszyły się tu jedne szelki :p 
Zacznijmy od początku:
1. Obroża, którą wykonała dla mnie do testów przyjaciółka, miała się pojawić recenzja, ale niestety przez wadliwą maszynę do szycia i brzydkie szycie Julka poprosiła abym nie publikowała tej recenzji, ogólnie jej akcesoria są bardzo wytrzymałe i mają ciekawe wzory, myślę, że coś innego w psim handmade.
2. Śmieszna obroża, której używać nadal nie do końca umiem. Kupiłam ją kilka dni przed moim pierwszym wyjazdem do Rynu z psem i oprócz tego, że strasznie ciężko się ją reguluje i nie mam pojęcia o co chodzi z tym kółkiem to jest bardzo spoko. Ostatnio nawet zachciało mi się ją uprać i to co z niej wyszorowałam to roczny piach z Rynu xd
3. Za duża obroża z El perro, która jest na sprzedaż i jeżeli ktoś chciałby ją przygarnąć to napiszcie mi na stronę to wszystkie wymiary i cenę, bo milionów też za nią nie chcę.
4. Od niej zaczęło się całe maniactwo i nawet jej nie kupiłam, bo dostałam ją właśnie na wandrusie pod koniec obozu i powiem Wam, że nic tylko chwalić! Mam ją ponad półtorej roku i była nieźle ciuchana m.in. na sesji z proszkami holi, a mimo to nadal super wygląda i ekstra się dopiera. Fajny rodzaj taśmy, klamra też jest bardzo mocna, chociaż łatwo się rysuje.
5. Nasze pierwsze Hauevery, o których bardzo marzyłam i dorwałam je na Latających psach w Warszawie w 2017 roku i w sumie nie używam ich, bo mają 2cm szerokości, więc jakby ktoś chciał rozmiar M to też sprzedam za grosze :)
6, 7, 8. Nie ukrywam, że Hauever to moja ulubiona firma handmade, która wykonuje akcesoria dla psów. Bardzo podobają mi się od nich wzory, nigdy nie trafił nam się produkt wadliwy, oprócz tego bardzo lubię śliską taśmę, no i bardzo fajny kontakt z klientem, szybki odzew i stały kontakt :)
9. Niestety o Kettu nie mogę powiedzieć tego samego, mimo, że mają bardzo piękne wzory i śliską taśmę to nasz półzacisk po pięciu miesiącach używania wygląda jak totalna szmata, jeżeli już nazywamy rzeczy po imieniu, oprócz tego okucia wyrywają suce masę sierści, ale zawsze daję firmom drugą szansę, dlatego przymierzam się do zakupu kolejnych akcesoriów z Kettu i sprawdzę czy faktycznie ich jakość jest taka jaką na tę chwilę oceniam...
10. Szelki z Hauever, które miały być na zdjęciu ze smyczkami, ale są tu są mega mocne, piękny wzór, co prawda Gruba jest niskopodłogowcem i jak już wejdzie w trawę to cały brzuch jest jednym wielkim syfem, przez co szelki też błagają o pomstę do nieba. Co mnie zdziwiło to fakt, że pasek, który idzie wzdłuż pleców jest mocno przyszyty, bo w naszych poprzednich już nieużywanych guardach macha się po całym psie...

11. Zaczynając od dołu i od jedynej smyczki z Hauever, którą kocham nad życie, ale niestety ma konkurenta, który jest częściej używany ze względu na długość, ale teraz czekam na większą sumkę na koncie i dokupię jej koleżkę w postaci przepinanego Szuwaruj.
12. To właśnie ta konkurencyjna biedronkowa smycz jest częściej brana na spacery, bo jest przepinana i wbrew pozorom całkiem mocna, chociaż czasami mam wątpliwości co do tych ogryzków, na których są przyszyte kółka.
13. Smycz z Dingo wygrana w konkursie, obecnie leży i się kurzy, ale może kiedyś przyda. Miałam jeszcze szelki do kompletu, ale pewnego dnia Gruba stwierdziła, że sobie ich trochę zje...
14. Smycz z chinola, która ma z 3 lata i za wiele tu mówić się nie da.
15. Smycz z amorkiem z biedronki, która zawija się jak dywan, bo amortyzator w środku ewidentnie popękał i w sumie mogę ją wywalić, bo nie wydaje się być zbyt bezpieczna.
16. Stare szele z chinola, o których mówiłam, że pasek na plecach biega po całym psie, w sumie jak całe szelki.
Pees nie wiem czemu jakoś to kicz
Lecimy od lewej do prawej!
17. 5 fastbacków flexów znajduje się w naszym pięknym niebieskim pudełku, czarny jest odkupiony od znajomej i na nim ćwiczymy czasami, dwa zielone zdobyte na LP Gdynia, a kolejne dwa zielone dostałam na urodziny :)
18. Dwa pullery standard, z których tylko jeden jest rzadko używany, a drugi czeka na swojego właściciela.
19. Gryzako-kong z zoologicznego z czasów, gdy Grubej szły zęby i żarła wszystko co stało jej na drodze włącznie z elewacją i jabłonką. obecnie nam nie służy więc też czeka grzecznie na kolejne swędzące dziąsła
20. Truskawa z comfy, której historia jest dość ciekawa, bo przy robieniu zamówienia u Siriusa dostałam ją jako gratis, ale dowiedziałam się dopiero przy otwieraniu paczki i gdyby nie oni prawdopodobnie nigdy by jej u nas nie było, a okazała się strzałem w dziesiątkę, bo Gruba bardzo lubi tylko na obozie nam trochę spleśniała od żarcia i musiałam ją porządnie odparzyć.
21. Piłka z Trixie odkupiona i to jedyna pełna piłka jaką mamy, bo na ogół F nie lubi takich, ale ta jest w miarę miękka i czasem zdarzy mi się ją wyjąć.
22. Ażurka z sumplasta obecnie już pęknięta, która sprawiła, że poznałam się dzięki niej ze swoją przyjaciółką i mam do niej zbyt duży sentyment żeby ją wywalić...
23. Chuckit fetch trochę już wyblakły od słońca i zmarnowany życiem, kiedyś miał swojego niebieskiego kolegę, ale sąsiad, który nawet nie ma psa postanowił mi go podpierniczyć i tak słuch o niebieskiej piłce zaginął :)
24. Nie wiem co miałam w głowie kupując tego kloca, ale w sumie teraz jak Gruba bawi się tym co ja jej zaoferuję nie zwraca uwagi na to jaka to piłka, ważne, że jest nawet okrągłe i daleko lata.
25. Etui na kupoworki w jednorożca od pik pika, który także dostałam na wandrusie w zestawie do obroży w sumie rzadko używany, bo Gruba ma obrzydzenie do srania w miejscach publicznych, ale zawsze mam go przy sobie.
25. Nereczka z chinola, która wbrew pozorom jest mega pojemna, antybrudowa i antydeszczowa jedyny jej minus to zbyt długi pasek regulacji przez co spada ze mnie, ale to ponoć męska więc wybaczam :p
26. Słoik po smakach niestety bez wieczka, bo wspaniałe koleżanki na obozie stwierdziły, że HEJ PRZECIEŻ KOZAK TYM RZUCA SIĘ POMIĘDZY POKOJAMI (te 'pokoje' były odgrodzone szafą i tylko mała szczelina była naszym komunikatorem między światami) i tak wiczko zostało pochłonięte, a w drugim słoiku, bo miałam spleśniał ser i nawet nie było co ratować...
27. Miareczka od Petvity
28. Planetka papisiowa Ska (poluję jeszcze na fioletową, bo ta jest różowa)
29. Amorek od Zayma Craft do piłek, bo Gruba lubi jak piłka daleko leci i lubi się szarpać więc połączyłam te obie rzeczy i stworzyłam jej kozacką według niej zabawkę.
30. Sztuczne futro z Siriusa, które też ledwo już żyje, ale daje coś jeszcze od siebie, chociaż ostatnio F posmakowała owczego futra i sztuczne mogę sobie wsadzić...
31. Szarpak z Dingo wygrany w konkursie, którego też już dopada żywot, bo rogi są totalnie zjedzone, a wata wywala się ze środka, ale czasem się jeszcze bawimy.
32. Mop z frędzlami, tylko nie taki podłogowy tylko do czyszczenia jakiś grzejników, albo coś nie wiem rzadko sprzątam, ale Gruba poleca i mówi, że całkiem smaczne te frędzle. Tak F lubi obgryzać zabawkom wszystkie odstające elementy, a wyrywanie futra jaka jest frajda o ja cie!
33. Nigdy nie użyta zabawka z biedry, w sumie zastanawiam się czy jej nie zdemontować i nie zrobić z niej konga na chrupki :p

To cała nasza skromna kolekcja jak widać rządzi w niej róż i błękit, ale mam nadzieję, że powoli będzie się powiększać, bo chciałabym mieć w zanadrzu chociażby owcze futro, ale na obecną chwilę to co mamy w zupełności mi wystarcza :D

Pozdrawiamy i życzymy udanego roku ¤ 

9 grudnia 2018

Gwiazdka dla Bezdomniaka

Gwiazdka dla Bezdomniaka

Pomóż zebrać jeszcze więcej karmy dla bezdomniaków.
Dwie, trzy, cztery… – z roku na rok coraz więcej ton jedzenia trafia do bezdomnych psów i kotów dzięki akcji „Gwiazdka dla bezdomniaka”. Na platformie www.dlaSchroniska.pl ruszyła właśnie czwarta już edycja tej internetowej zbiórki karmy i smakołyków dla czworonogów ze schronisk i fundacji z całej Polski, m.in. z Wielkopolski. Ile uda się zebrać tym razem? W pobiciu wyniku z zeszłego roku pomóc może każdy z nas. W dodatku nawet nie wychodząc z domu. 
Aby dodać coś od siebie do świątecznej zbiórki karmy m.in. dla zwierzaków z Poznania, wystarczy wejść na platformę www.dlaSchroniska.pl i kliknąć baner akcji „Gwiazdka dla bezdomniaka” na stronie głównej. Znajdziemy tam wszystkie schroniska czy fundacje, które można wesprzeć, np. Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt z naszego miasta. To każdy internauta sam decyduje, jaką karmę i podopiecznym której placówki podaruje. Ostatnim etapem jest dokonanie zakupu – analogicznie do sklepu internetowego.

Cześć,

Fundacja NaszeZoo.pl już po raz czwarty startuje z akcją specjalną "Gwiazdka dla Bezdomniaka" na platformie dlaSchroniska.pl. Jest to wielka zbiórka karmy dla podopiecznych ponad 80 schronisk, fundacji i stowarzyszeń zrzeszonych w ramach projektu dlaSchroniska.pl. 

Poprzednie edycje akcji z roku na rok, przynosiły wspaniałe efekty - dwie, trzy i cztery tony karmy! Mamy cichą nadzieję, że w tym roku uda się zebrać jeszcze więcej, co pozwoli zabezpieczyć bezdomne psy i koty na dłuższy czas. 

Wchodząc na dlaSchroniska.pl, po kliknięciu w baner Gwiazdki dla Bezdomniaka, internauci mogą podarować czworonogom z wybranej placówki chrupki, puszki mięsne lub cegiełki o wartości 5 zł wymieniane na Gwiazdkową karmę. Co istotne, Darczyńcy nie płacą za wysyłkę - te koszty pokrywamy my. Całość działa analogicznie do zakupów w sklepach internetowych, więc pozwala pomagać w bardzo szybki i wygodny sposób, bez wychodzenia z domu! 

Akcja wystartowała 20 listopada i potrwa do końca grudnia.  

Jak można pomóc? 
  • opublikować wpis na swoim blogu z informacją o Gwiazdce dla Bezdomniaka
  • zamieścić post o akcji na swoich profilach na Facebooku lub Instagramie
Nie ukrywamy, że chcielibyśmy dotrzeć z informacją o akcji do jak największego grona odbiorców, więc liczy się każdy post, wpis czy udostępnienie. 



8 grudnia 2018

Zła decyzja...

Zła decyzja...
Zabrakłoby palców, aby wyliczyć ile złych decyzji podejmujemy przez całe życie. Czasami są one mniej planowane, a czasami dopięte na ostatni guzik. Niektóre z nich to krótkie epizody trwające maksimum tydzień, a zdarzają się takie, których żałujemy całe życie. Jaki ma to związek z psami? Myślę, że dość duży biorąc pod uwagę to, ile psów jest bezmyślnie branych pod pretekstem prezentu dla dziecka, czy drugiej połówki. Zdecydowanie większość pozbywa się takiego 'problemu' równie szybko, jak się on pojawił, zostawiając pod bramą schroniska lub przywiązanego w lesie. Wśród tych wszystkich jednostek, które ewidentnie mają problemy z odczytywaniem uczuć i emocji, które towarzyszą takiemu stworzeniu podczas prawdopodobnie, jednego z najbardziej stresujących momentów w życiu, są też tacy, którzy postanawiają wziąć cały przyszły bagaż doświadczeń na plecy i pozwolić odejść zwierzakowi z tego świata w sposób godny i pełen miłości.
Jeżeli mam być szczera to taką właśnie moją bezmyślną, dziecięcą zachcianką było posiadanie psa. Nie wiedziałam, że socjalizacja we wspólnej relacji człowiek-pies jest tak naprawdę pierwszym krokiem do pięknego, wspólnego życia. Uważam, że gdybym właśnie w tamtym momencie nie zaniedbała tak ważnego aspektu to Gruba teraz byłaby zupełnie innym psem, znacznie lepszym i łatwiejszym w obsłudze.
Fot. Julia Kucharska
Dopóki nie do końca weszłam w całe te pieskowanie, każdy kolejny spacer stawał się koszmarem, do tego stopnia,że nawet teraz często śnią mi się te okropne momenty, kiedy to mój pies, który obecnie w miarę lubi ludzi i jest w stanie podejść i dać się pogłaskać był strasznym ciągnikiem, rzucającym się na psy i ludzi z kłapiącą mordą. Wtedy przestałam w ogóle z nią spacerować, do czasu aż zaczęła totalnie dusić się na smyczy ze strachu przed psem, człowiekiem, samochodem i wszystkim na co jeszcze wcześniej rzucała się jak nakręcona. W tym temacie byłam bezradna i nie wiedziałam co mam robić dalej. Jadąc w 2017 roku na obóz z psem na mazury, nie byłam do tego przekonana na 100% patrząc pod kątem tego jak moja suka jest wycofana do świata i jest mi strasznie wstyd, że dopiero w czasie tych 10 dni kiedy trwał turnus, zdałam sobie sprawę jak bardzo zaniedbałam psychikę swojego psa. Okazało się, że nie było z nią tak źle jak myślałam, bardzo ładnie pokazywała psom, że nie życzy sobie bliższych kontaktów, super pracowała mi na torku i wśród innych psów. Strasznie bała się wtedy dotyku obcych i w momencie kiedy Agata chciała ją lekko przytrzymać za szelki aby nakierować ją na tunel kłapnęła zębami w jej stronę. Teraz zrozumiałam, że na tamtą chwilę było to dla niej zdecydowanie za dużo. Z racji też takiej, że Gruba jest bardzo terytorialną suką, bo większość czasu spędza na dworze i tylko zimą śpi w domu był moment, w którym w nocy przyszła do nas Agata, a klatka była otwarta i F ruszyła w jej stronę z warkami i kłapaniem mordą, ale ostatecznie udało się sukę opanować. Właśnie wtedy dostałam wielkiego kopa motywacyjnego od Agaty, z którą do dziś mam kontakt i wciąż wspiera mnie w słabych momentach i zaczęłam w końcu coś robić, a Gruba na Latających psach bez problemu dała się jej pogłaskać w sumie tak jak wszystkim moim znajomym, którzy przyszli się przywitać i widziała ich po raz pierwszy w życiu.
Dziś mogę się pochwalić postępami jakie zrobiła Gruba, no i jakie zrobiłam ja. Świetnie odnajduje się w otoczeniu ludzkim i choć z dystansem, ale daje się głaskać. Na ViaCampie dużo razy słyszałam, że jest mega kochaną suką, która stara się unikać bójek. Z psami jeszcze nie umie nawiązać takiej relacji od razu i myślę, że tak już zostanie, ale na tym raczej nie skończymy i będę dążyła do tego aby przełamać chociaż trochę jej barierę i poznać też te jej drugie oblicze.
Wrzucam wam zdjęcie z archiwum relacji instastories na instagramie, które pokazuje, że Gruba jednak ma też te dobre uczucia i serio lubi ludzką rasę.
Fot. Marta Malon



















  

24 listopada 2018

Plany na przyszłość

Plany na przyszłość
Mówią nam, że najlepiej żyje się teraźniejszością, a plany zawsze idą w zapomnienie. Natomiast ja lubię planować i myślę, że jest to nieodłączna część życia psiarza, bo na pewno większość z nas planuje treningi, zawody, seminaria, nawet zwykła lista 'must have' to już plany na to co chcemy kupić w przyszłości. Jeżeli mam być szczera to owszem nie lubię planować sobie dnia szczegółowo, godzina do godziny, ale już weekendy i miesiące to po prostu mój obowiązek, bo nie wyobrażam sobie iść przez życie bez żadnego celu, na złamanie karku.
Cały ten rok poświęciłam głównie na nosework i fajnie nam się pracowało, ale brak jakiegokolwiek klubu lub doświadczonej osoby w pobliżu zmusza mnie do przynajmniej na ten moment odrzucenia tego zajęcia na bok, bo od pół roku stoimy w miejscu i nie za bardzo wiem co robić dalej. Oczywiście, gdyby gdzieś w pobliżu zdarzyło się jakieś fajne semi z tego zakresu to chętnie pójdziemy i podłapiemy trochę nowej wiedzy.
W 2019 na pewno bardziej skupię się na agility, które Gruba nawet polubiła, co prawda biegane tylko na opuszczonych tyczkach, bo nie miałyśmy badań, ale nieźle se radziła. Obecnie mamy prześwietlone biodra i łokcie, które nie wypadły najgorzej (HD-B/A i ED 0) także na chwilę obecną normalnie możemy uprawiać sport, a za jakieś 3 może 4 lata zrobię powtórkę. Oprócz agility postaram się jak najszybciej zakupić dyski sensoryczne, kostki i przynajmniej jedną piłkę, aby na maksa zacząć wyrabiać mięśnie. Będąc na obozie trochę robiłyśmy fit pawsy i piłka wcale nie była taka straszna, obawiam się, że dla psa przyjemniejsza od dysków. Na chwilę obecną mamy tylko jeżyki, które pomagają w ćwiczeniu równowagi i świadomości łap, ale na jeżykach fit paws się nie kończy co nie? Bardzo chciałabym też ruszyć się z Grubą z miejsca i jeździć trochę więcej chociażby na wakacje, bo zazwyczaj, gdy wyjeżdżałam gdzieś z rodziną, ona zostawała z dziadkiem, a wiadomo, że nie jest on w stanie zapewnić Grubej chociażby prostego treningu. Oczywiście same wyjazdy będą GŁÓWNIE w wakacje, bo normalnie mam szkołę i plany są takie żeby pojechać do Gdyni na tydzień i z tego co patrzyłam jest sporo hoteli, które są przyjazne psom, ale jak jest naprawdę tego dowiedzieć się można tylko przez telefon. Oprócz tego chciałabym, aby wyjazd wypadł akurat na Latające psy w Gdyni, ale no nie zawsze można mieć wszystko. Zimą postaram się pojechać odwiedzić właścicielkę ojca mojego puppera i poznać psa, jego zachowanie i charakter, zobaczyć jak sobie radzi w sporcie i w normalnym życiu. Potem mam taką nadzieję pojechać do Częstochowy zobaczyć się z Julką i Nell, bo ostatni raz widziałyśmy się na zawodach w Warszawie, no i Nelka będzie miała rok!
Fot. Marta Malon
Myślę, że za rok już będziemy w stanie zorganizować jakieś fajne seminarium z frisbee, ale z kim i kiedy to jeszcze tajemnica i w sumie też nie pewność, bo totalnie nie wiem, kiedy budowa hali treningowej się zakończy i czy w ogóle właścicielka się zgodzi. W wakacje jak już to było rok temu i teraz, wybierzemy się na obóz już wiem na jaki i z kim, ale na razie nie chcę tego zdradzać. Z początkiem stycznia zacznę już powoli zbierać wyprawkę dla szczeniaka, oczywiście wiem już mniej więcej co kupić i w jakich kolorach, smycz i obrożę zostawiłam na koniec, ponieważ uznałam, że firma, z której będę brała komplet zazwyczaj wysyła zamówienie w tempie ekspresowym. Chciałabym również zahaczyć o jakiekolwiek Dog gamesy, ale marne szanse widzę ze względu na dojazd, którego chyba z kosmosu wytrzasnę, ale warto marzyć i może nam się uda, a jak już będę wiedzieć na 100% czy jadę to dostałam możliwość startów z borderem collie więc trudno byłoby przepuścić taką okazję. We wrześniu na pewno pojedziemy do stolicy na Latające psy, a ja trochę postartuję z psami, oczywiście Gruba się do nich nie wlicza niestety, ale jak już wspomniałam, marzyć warto. Nowy rok chciałabym po prostu zakończyć potwierdzeniem udanego krycia i czekania już coraz bardziej niecierpliwie na puppera.
To chyba wszystko na 2019 z czym chciałam się podzielić :)
Pozdrawiamy!

8 listopada 2018

Cześć!

Cześć!
Witam ponownie po przerwie :)
Zaczynamy z blogowaniem od nowa, zupełnie inaczej do tego postaram się podejść i robić to na pewno systematycznie, chociaż wiadomo, że nie zawsze mamy taką możliwość.
Teraz może co się u nas działo? Czemu taka cisza?
Blogowanie zakończyłam gdzieś w okolicach marca, wiem, że w kwietniu miałam jeszcze odruchy, które motywowały mnie do napisania czegoś, potem już totalna klapa...
Kwiecień to już czasy stare i niepamiętne, ale wtedy Gruba skończyła już (aż!) 4 lata i dopiero teraz zaczynam sobie uświadamiać jak ten czas szybko leci i ile ten pies zmienił w moim życiu i ile mnie nauczył, oczywiście pomijając słabe momenty, kiedy doprowadzał mnie do płaczu po każdym możliwym spacerze, ale przemilczmy ten fakt (...). Z początkiem wiosny postanowiłam wprowadzić komendę zwalniającą, bo przecież lepiej późno niż wcale i teraz mamy ją w małym palcu u tylnej łapy i od tamtego ekstremalnego momentu słowo 'biegaj' wyraża więcej niż tysiąc słów (oczywiście piłka wyraża ich tysiąc jeden!). Zaczęłyśmy również obydwie dbać o linię bardziej niż zwykle, wieczorne rowerki i poranne spacery wiosną były serio czymś cudownym, no i te powietrze!
Piłkę mi somsiad podpierniczył :c 
Maj się do nas mocno uśmiechał jeżeli chodzi o pogodę, ale i nowe znajomości! Przyjaciółka na jednej z konwersacji powiedziała mi, że zna jakąś ziomalkę ode mnie z miasta, która też jest psiarą i maniakiem, co prawda mówiła mi to już w marcu, ale puściłam to między uszy i więcej nie ruszałam tematu do czasu aż znów mi to zaczęło chodzić po głowie. No, bo hej! Małe miasto, a ty się dowiadujesz, że jednak jest jakieś światełko nadziei na jakiegokolwiek psiarza! Napisałam do dziewczyny na fejsie, kulturalnie opisałam Grubą i jej zachowanie, to samo otrzymałam z jej strony i niedługo po tym spotkałyśmy się w mieście. Wcześniej praktycznie wcale z psem nie jeździłam do miasta, jedyna droga to wet -> dom na badania kontrolne i szczepienia. Spotkanie minęło bardzo miło, była bardzo fajna atmosfera, psy się nie żarły, tylko Gruba trochę grymasiła na początku, ale potem już wyszła na prostą. Niestety zawitała do nas też kontuzja wiążąca się ze spiętymi mięśniami na tylnej łapie i biodrze, która niestety zabroniła nam na jakiś czas intensywnie pracować, ale o zdrowie trzeba w końcu dbać!
Ah ten czerwiec! Mówiłam, że maj był miesiącem znajomości, ale nie uwierzycie, co się stało! W czerwcu napisała na instagramie (dog_girl212) do mnie dziewczyna, a w wiadomości zawarła mniej więcej to, że obserwuje mojego bloga od dłuższego czasu i obczaiła, że jesteśmy z tego samego miasta, myślcie sobie co chcecie, ale dla mnie to kumulacja jakaś albo wysyp psiarzy! Napisałam też do Natalii (znajomej wspomnianej wcześniej), żeby też jechała, a potem okazało się, że chodzą do jednej szkoły i są z tego samego roku i nigdy wcześniej się nie widziały! To się nazywa niefart totalny... Wracając do rzeczy podczas spotkania było super, rozmowa szła gładko psy co prawda nie były wobec siebie tak przyjemne jak my, ale tolerowały się tylko po prostu z dużą ignorancją. Nasza obecna pani fotograf też była wtedy na spotkaniu i po raz pierwszy fociła nasze burki razem i w sumie tak zostało nadal. Sukę wciąż męczyła kontuzja, dlatego była praktycznie bez życia, ale dzielnie dawała radę, a już na kolejnych spotkaniach dawała czadu!
W czerwcu też wybrałam się na seminarium teoretyczne po wskazówki dotyczące wychowania szczeniaka, bo nie wiem, czy wiecie, ale czekam już tylko na datę krycia i narodzin maluchów. Los tak chciał niestety, że musiałam się w tempie ekspresowym zmyć, bo moja mama wypuszczając psa na łąkę doprowadziła do rozdarcia opuszka...
Fot. Marta Malon (odległość między tymi psami, to moje szanse na 30% na gimnazjalnych z matmy)
Nadszedł czas, na który wyczekuje każdy uczeń! WAKACJE my miałyśmy takie przez wielkie W aż szkoda było je kończyć. Zaczęłyśmy je z suką z grubej (cóż za ironia losu) rury zjawiając się przy plaży na wakacyjnej sesji z proszkami holi, która nie powiem była bardzo efektowna, a miny ludzi, którzy byli mniej wtajemniczeni bezcenne! Psy zaczęły się trochę lubić, ale trochę też nie lubić. Gruba w końcu pokazała swoje miękkie serce i przestała udawać twardzielkę (heh), pozwalała się głaskać, przytulać, wymagać sztuczek, a to wszystko za sprawą tak naprawdę nie wiem czego, bo tak jest do teraz. Powiem wam, że zupełnie na spontanie pojechałam na Latające psy do Gdyni bez Grubej, bo to nie ten czas na takie imprezy był i bawiłam sie po prostu świetnie. O organizacji nie muszę mówić, bo każdy, kto był doskonale zdaje sobie sprawę jak tam jest. Poznałam nowe osoby znane mi tylko z internetu, ale i zobaczyłam się z tymi, którzy pomogli mi wyjść z psem na prostą drogę. Słońce wcale nie dawało nam ani psom forów, cisnęło równo caluuutki dzień, a odpowiednia temperatura była chyba dopiero późnymi wieczorami, ale to chyba takie uroki lata.
Fot. Marta Malon
Słyszeliście kiedyś powiedzenie, że .....(wstaw przedmiot, czynność) nie zając, nie ucieknie? Otóż długo mówiłam, że pojedziemy do ostrowi, już za x dni, ale na szczęście nie musiałam się fatygować, bo ostrów przyjechała do nas w pełnym składzie! Zachowanie psa to po prostu wow! Miała genialną motywację przy tylu psach i ludziach, a to był park pełen jeszcze inniejszych psów. W sierpniu pojechałyśmy na obóz z psem ViaCamp, ale już nie totalnie sama tylko z ekstra ziomalkami, dzięki którym te dziesięć dni były jeszcze bardziej fajowskie i pełne śmiechów. Podczas pobytu na obozie poznałyśmy trochę tajników obedience i bardziej weszłam w agility, które chyba najbardziej przypadło nam do gustu i w tym momencie czekamy aż u nas zakończy się budowa hali właśnie do tego mniej więcej przeznaczona. Codzienne wypady do Rynu były genialne, goferki pyszne chyba najlepsze w Polsce, wypady nad jeziorko i pływanko genialne. Ogólnie to Fujina pod wpływem innych psów wchodziła do wody i dzielnie dawała radę pływać. Gdy wróciłam kilka dni później wyszłyśmy z dziewczynami na ostatni wspólny wakacyjny spacer tego roku, a fotkami nadal się zachwycam, bo pies totalnie nie chciał współpracować.
Fot. Marta Malon
Z końcem wakacji pora na Latające psy w Warszawie, na których w końcu pojawiłam się z psem, ogólnie z jej zachowania jestem cholernie dumna, bo ilość ludzi w pewnym momencie, która do nas podeszła była wręcz przerażająca, ale Gruba kulturalnie dała się pogłaskać, trochę się podlizała, ale tylko troszeczkę. Tu znów poznałam genialnych ludzi i zobaczyłam się z tymi, których już znam, kupiłam kilka obroży. Suka na sesyjce pracowała mi na 200%, a potem już padnięte wróciłyśmy do domu to tak po krótko opisując te zawody.


Fot. Marta Malon
Od lewej: Figa, Nell, Kofi, Roxi, Negra i Gruba
No i doszliśmy aż do tego momentu. Czas przedświąteczny kiedy to w pośpiechu szukamy prezentów dla rodziny, a jeszcze szybciej pieniędzy, za które musimy te prezenty kupić. Ogólnie to mój pies zaczął pracować na 102, łapać dyski i odrywać się od ziemi, czekamy na kolejnego członka stada i żyjemy dalej :)
Fot. Marta Malon
Wracając jeszcze krótko do prezentów! Jeżeli nie macie pomysłów na prezent dla psiarza możecie zajrzeć na moją stronę, gdzie robię grafiki na zamówienie Royal Doggy Art
Pozdrawiamy!
Copyright © 2016 Odszczekaj to! , Blogger